Aktualności

NASZA DYSKOBOLIA 0:2 SPARTA SZAMOTUŁY


Trzy mecze ligowe i dwa pucharowe dzielą nas od ostatniego wpisu. Przez ten czas wyszliśmy zwycięsko w potyczkach pucharowych, zremisowaliśmy w meczu z ówczesnym liderem tabeli oraz, a może i przede wszystkim, ponieśliśmy dwie porażki.

Trzymając się tendencji zaczynania od pozytywów. Porażka ze Spartą Szamotuły.

Czy przegrane spotkanie Naszej Dyskobolii w meczu VI kolejki było, paradoksalnie, najlepszym tej rundy wykonaniu biało-zielonych? Tak. Z całą pewnością, nasi piłkarze coraz lepiej czują się w takim ustawieniu i przy taktyce założonej przez Trenera Nolkę. To siłą rzeczy wpływa na większy spokój w grze i mądrzejsze decyzje. Widać też coraz większe umotywowanie zawodników. Efekt szerokiej ławki? Trener Nolka konsekwentnie realizuje swoje założenie, że w ustawianiu składu zawsze pierwszeństwo ma frekwencja treningowa i jak to powtarza: „nikt nie ma abonamentu na grę”. Zawodnicy z ławki po pojawieniu się na boisku coraz częściej pokazują, że nie są gorsi od klubowych kolegów.

Niestety przy okazji meczu ze Spartą sprawdza się nasze fatum. Jeśli pierwsi tracimy bramkę – nie wygrywamy. Pierwsza bramka zdobyta przez gości nie powinna zostać uznana. Kto był na meczu mógł usłyszeć kopnięcie w nogę Wiktora Marchwickiego, który padł w swoim polu karnym, a sędzia nie przerwał gry. Arbiter po spotkaniu przyznał się do błędu, ale za to niestety punktów nie dają.

Biało-zieloni po utraconej bramce na ogół zwieszają głowy i do gry wkrada się nerwowość. Mimo, że w końcówce meczu piłkarzom Naszej Dyskobolii udało się „przycisnąć” to goście po kontrze zdobyli drugiego gola. Po meczu.

 

Fajne podejście do meczu ze Spartą, a zwłaszcza pierwsza połowa tego spotkania z pewnością były pokłosiem dwóch poprzednich potyczek.

Kilka dni wcześniej – w środę – ograliśmy TSG Kamieniec w kolejnej fazie Pucharu Polski. Spotkanie w zasadzie bez większej historii, wygrane gładko 3:0, gdzie klasycznego hattricka w drugiej połowie zalicza Mateusz Staśkowiak. Dwa razy, w meczu ze swoim byłym klubem, asystował Kamil Żyhałko.

 

Cofając się raz kolejny w kalendarium. Błękitni Wronki. Nie chcąc podcinać skrzydeł piłkarzom Naszej Dyskobolii – ten remis był olbrzymim zaskoczeniem. Mocno skoncentrowana i umotywowana Drużyna zremisowała w spotkaniu z ówczesnym liderem, który na tamten dzień nie stracił nawet punktu. Pierwsi trafiliśmy do bramki rywala, a dosłownie chwilę później Krzysztof Trzybiński broni podyktowanego „z kapelusza” karnego. Ten mecz mógł być przełomowy w mentalności podopiecznych Radosława Nolki. Nasza Dyskobolia zagrała w końcu na miarę oczekiwań kibiców i potencjału Drużyny.

 

W ciągu ostatniego miesiąca Nasza Dyskobolia rozegrała sześć spotkań ligowych i dwa pucharowe. Przez ostatni miesiąc Nasza Dyskobolia dorobiła się ostatniego miejsca w tabeli ligowej. To boli, ale nie martwi.

W ciągu ostatniego tygodnia zagraliśmy dwa mecze z pretendentami do wygrania tej ligi. Wiadomo, w tym sporcie wygrywa ten kto strzeli więcej bramek i to jest obiektywne kryterium oceny – kto był lepszy. Ale po prostu nie byliśmy gorsi. Na początku naszej przygody z nieco poważniejszym graniem niż do tej pory jesteśmy już chyba na tym etapie, że „myśl szkoleniowa” zaczyna się zazębiać, a piłkarze wchodzą na boisko z chłodnymi głowami i gorącymi serduchami.

Nie psujmy atmosfery i cieszmy się z „pobocznych” sukcesów. Cieszmy się, że Nasza Dyskobolia zaczyna grać w piłkę, a ta gra zaczyna wyłaniać nowych playmaker’ów.

Już niewielu pyta „kto to ten szczupły blondynek”, bo Dawid Chełpa zaprezentował się grodziskiej publiczności w trakcie tych dwóch spotkań bardzo dobrze. W końcu zaczniemy wykorzystywać atut wyprowadzania piłki zza linii bocznej przez Mateusza Kaczmarka. Były już zawodnik Orła Granowo, popularny „Tadziu”, sam w sobie staje się filarem Drużyny tak jak i wykonywany przez niego stały fragment gry. Niesamowitą ambicją, zaangażowaniem i walecznością wykazuje się – zdawałoby się najmniej doświadczony z pozyskanych latem zawodników – Piotr Zwiernik.

Nowy Trener, nowa koncepcja i nowe „jednostki”. Dajmy sobie wszyscy jeszcze trochę zaufania i czasu, a to zacznie procentować.

Naprzód Dyskobolia!