Aktualności

Po Huraganie przyszła pora na Sokoła


W niedzielę trzeciego dnia marca odbył się sparing z naszym ligowym rywalem – Huraganem Michorzewo. Odbył się. W zasadzie tyle można napisać o tym, zremisowanym 0:0, spotkaniu. Które nie dostarczyło zbyt wielu emocji zebranej skromnej publice. Dostarczyło natomiast dużo materiału i przemyśleń Trenerowi Piątyszkowi.

Tydzień później Nasza Dyskobolia, posiadająca tego dnia do dyspozycji szeroką kadrę, przystąpiła do meczu kontrolnego z Sokołem Kaszczor. To rywal spoza naszego Okręgu, wobec czego niewiele było nam o nich wiadomo.

 

Mimo niedyspozycji delikatnie kontuzjowanego Mateusza Apolinarka, Nasza Drużyna przystąpiła do meczu z mocno ofensywnym nastawieniem. Odzwierciedla to wynik końcowy – 6:2. Znaleźliśmy drogę do bramki rywala aż sześć razy, chociaż gdyby w kilku przypadkach Nasi piłkarze zachowali zimną krew mogłoby zakończyć się to wyższym rezultatem. Dobre poczynania „z przodu” odbiły się jednak nieznacznie na pracy w tyłach. Rozluźnienie, które wynikało z dominowania nad przeciwnikiem, wpłynęło na koncentrację naszych obrońców co poskutkowało straceniem dwóch bramek.

 

Wychodząc właśnie od pozycji bramkarza w ocenach indywidualnych – jeszcze raz wielkie podziękowania dla pewnego Jegomościa, który w tym dniu stanął między słupkami Naszej Dyskobolii. Ten występ utwierdził działaczy Klubu w przekonaniu, że pora odkładać pieniądze i w końcu sprowadzić owego zawodnika do macierzystego Klubu. Kto postanowił w tym dniu troszkę pomarznąć – wie o kim mowa.

Defensywa, mimo ww rozluźnienia, grała jak przez większość sparingów bez zarzutów. Życzmy sobie wszyscy żeby koncentracji i pewności siebie nie zabrakło chłopakom już w rozgrywkach ligowych. Przy spokojnej głowie mogą okazać się nie przejścia.

 

W drugiej linii, przy szerokiej kadrze, mogą pojawić się u Trenera dość spore dylematy. Bowiem w każdym kolejnym sparingu wyróżnia się ktoś inny, w inny sposób. Tym razem z perspektywy obserwatora piszącego tę relację bardzo dobrze pokazali się „młodzi” – Królik oraz Piosik. Obu zawodników cechuje bardzo ciekawy pomysł na grę. Zarówno Damian jak i Mikołaj często uruchamiali kolegów do gry pod polem karnym podaniami z głębi pola. Damian Królik najczęściej podchodził do wykonywania stałych fragmentów. Piłka uderzana „z miejsca” przez tego młodego zawodnika lądowała w świetle bramki i sprawiała problemy bramkarzowi gości. Po jednym z jego dośrodkowań z narożnika boiska, piłkę z najbliższej odległości udało skierować się Michałowi Johnowi. Poza celnymi i przemyślanymi podaniami Damian efektownie i efektywnie potrafi się zastawić, przyjąć piłkę i uratować atak pozycyjny swojego zespołu. Gdyby przyszło nam przez jakąś skalę ocen oceniać naszych zawodników to Damian Królik, mimo że nie strzelił bramki, zostałby mianowany „man of the match”.

 

„Skrzydła” tego dnia działały bez zarzutów. Z Hubertem Wasielewskim sytuacja wygląda podobnie jak w przypadku kilku innych piłkarzy Naszej Dyskobolii. Odgrywa on rolę pierwszoplanową i nigdy nie schodzi poniżej stałego już, wysokiego poziomu. Szkoda tylko tych niewykorzystanych sytuacji, ale podobnie jak w przypadku całej drużyny – przy korzystnym wyniku wkradła się delikatna dekoncentracja.

Po drugiej stronie boiska śmigał jak szalony Jakub Hemmerling, który swoją dobrą dyspozycję dnia udokumentował zdobyciem dwóch bramek. Odkrywając delikatnie karty przed ligowymi rywalami – nigdy nie wiecie, z którego skrzydła, na którą nogę zejdzie ten zawodnik i sprawi Waszemu bramkarzowi przykrość!

 

Już jutro (tj 17.03) zagramy ostatni mecz kontrolny z Orłem Granowo. Zaraz po nim wypada trochę współczuć Tomkowi Piątyszkowi, który najbliższe dwa tygodnie będzie odczuwał pewnie spory ból głowy – na kogo postawić w wyjściowej jedenastce w meczu z liderem ligi? Oby wszyscy zdrowi, oby wszyscy w pełni sił i tanio skóry w Luboniu nie sprzedamy!